Kupiłam rybowi akwarium na Allegro i dzisiaj przyszło. Moher zadzwonił do mnie, że kurier był, więc ochoczo wracając ze szkoły wstąpiłam do zoologa (tym razem innego) po grunt i trochę badyla. I oficjalnie zoolog został MOIM zoologiem. Świetny facet, widać, że ma pojęcie, o czym mówi, do tego nie wyśmiał moich prób określania wielkości zbiornika i informacji, że nie mogę mu pokazać na oko, bo jeszcze go nie widziałam :))) Więc przytargałam do domu dwa worki piachu i trzy kamulców, po dwa kilo z hakiem każdy, oraz trzy badylki, które podobno mają wytrzymać mój ewidentny brak umiejętności ogrodniczych. Się zobaczy.Wysypałam, wkopałam, przyssałam termometr i na tym się skończyły moje umiejętności. Bo nie dałam rady złożyć filtra. Więc panika, bo roślinki umierają, a ja nie daję rady jednemu głupiemu fitrowi. Więc zalałam je wodą, notabene trochę bagno mi wyszło, takie bure (a starałam się lać powoli i po ściankach, coby nie zburzyć podobno dobrego dla korzonków osadu na kamykach, których nie powinnam płukać). Więc za telefon i do Fohera, kiedy wraca z pracy, bo mała apokalipsa nastąpiła. Wrócił, filtr złożył w jakieś 15 sekund (co prawda zostały mu jakieś niewykorzystane częsci, ale kto by się przejmował) i dostał ataku śmiechu na widok bagienka. Ale mu wytłumaczyłam, że inaczej nie dało rady, i że się przefiltruje i opadnie. Po kilku godzinach woda zaczyna przypominać brudną kałużę, więc jest nieźle :) A biedny ryb w kuli obok się kisi i zerka z zawiścią na puste akwarium...
Z rzeczy niedotyczących Emka, wczoraj poszłyśmy z dziewczynami na piwo, w ramach uczenia się na sprawdzian z łaciny. Rano zastałam swoje spodnie ubabrane kredą, nie mam pojęcia skąd. Oprócz tego odkryłam, że potrafię się wstawić dwoma Reddsami i że w stanie wskazującym nie powinnam tłumaczyć ludziom drogi, bo trochę mi nie wychodzi. Ale później wytrzeźwiałam i napisałam wypracowanie o Napoleonie u Mickiewicza i Prusa.
A dzisiaj byłam na wykładach
Aniołowie i demony, na których trzech bardzo wykształconych księży, w tym jeden egzorcysta, przynudzało czytając referaty. Dowiedziałam się, co następuje (jednak robienie notatek to skarb):
- demony mają szatańskie umiejętności
- demony nie pozwalają studentom pisać prac magisterskich (może przez demona nie mogę wkuć łaciny?)
- bioenergoterapeuci to ZUO
- polityka, medycyna alternatywna i ofc aborcja to też ZUO
- Szatan goni chore antylopy i zjada indywidualistów (aka samotne antylopy)
- śmierć wcale nie jest zła, bo to prezent od Boga, żebyśmy się nie musieli męczyć dłużej w tym bałaganie na ziemi
- dzwoneczki i maski afrykańskie to ZUO
- pojawiające się znikąd posążki Buddy to ZUO
- wszystkie ZUE rzeczy należy poświęcić wodą i spalić (SPN?)
- leki homeopatyczne to ZUO, bo ich producenci modlą się do energii kosmosu
- inne religie to ZUO
- jogaczyjakaśinna to ZUO (bo się kłaniają prowadzącemu ćwiczenia)
- i maj personal fejwryt, parlamety służą Szatanow :)))
Gdyby nie to, że jutro mnie nie ma w mieście, poleciałabym słuchać dalej, bo zaplanowali dwa dni. Ubaw, że masa xd. Gdyby tylko nie było tak zimnow tym kościele...